Podsumowanie października – projekty, sesje, książki, miejsca!

W tym roku jakoś tak powoli zakochuję się w jesieni, która zawsze kojarzyła mi się jedynie ze spadkiem energii, motywacji i ogólnie sił życiowych. Dni były krótsze, a ja nigdy nie miałam czasu, by z nich korzystać. Zaczynałam pracę – było ciemno, kończyłam – to samo. Teraz, gdy stuknie mi rok na freelansie, wszystko wygląda zupełnie inaczej.

4 miejsca w Toruniu na totalny reset

Nie ma co się czarować – jestem absolutnym dzieckiem wsi. Początkowe lata życia to dla mnie głównie hasanie po lasach i łąkach, karmienie koni napotkanych po drodze do babci, zbieranie włochatych gąsienic i najbardziej obrzydliwa część, czyli układanie żab w rodzinki. Mój dziecięcy rozum podpowiadał mi, że żadne zwierzątko nie powinno żyć samotnie, to też prowadziłam dla nich wszystkich dom tymczasowy na naszym podwórku, który mojej mamie niejednokrotnie spędzał sen z powiek. Zwłaszcza gdy w sałacie magicznie pojawiała się cała kolonia ślimaków winniczków.

Tydzień rzeczy dobrych #6 w rytmie morskich fal

Z małym opóźnieniem, ale jest. Wyjątkowo musiał ustąpić miejsca innemu, dużo ważniejszemu tekstowi. Lubię pisać te podsumowania tygodnia. Nawet jak mam tragiczny dzień, tydzień czy tam rok, to poprawiają mi humor. Przypominają, że wydarzyło się tyle miłych małych i dużych rzeczy, o których warto pamiętać.  I je doceniać.

Tydzień rzeczy dobrych #5, a w nim podróże małe i duże oraz kilka słów o spektaklu “Wróg się rodzi”

Na pierwszym roku studiów pracowałam jako barmanka i kelnerka. Żałuję, że nie spróbowałam wówczas swoich sił jako przewodnik. Wiedzę o mieście miałam przecież doskonałą. Piwko butelkowane za złotówkę na lewo, darmowe drineczki dla pań na prawo, a promocje dla studentów na końcu ulicy, mili Państwo.

Tydzień rzeczy dobrych #4, czyli cud narodzin, prawa człowieka i dużo zdjęć

Jeszcze parę lat temu narzekałabym na wieś, z której pochodzę. Biadoliłabym, że nic się nie dzieje, że wszędzie daleko i w ogóle to nic tylko spakować walizki i ruszać w  świat. Podobnie było, gdy zamieszkałam w Toruniu. Zaczęłam dużo zawodowo podróżować. Zdarzało się, że w jednym miesiącu odwiedzałam Kraków, Warszawę i Berlin. Przy takich konkurentach Toruń wydawał się być ledwie widocznym punktem na mapie.  No i znowu zapragnęłam zmiany.