Podsumowanie października – projekty, sesje, książki, miejsca!

W tym roku jakoś tak powoli zakochuję się w jesieni, która zawsze kojarzyła mi się jedynie ze spadkiem energii, motywacji i ogólnie sił życiowych. Dni były krótsze, a ja nigdy nie miałam czasu, by z nich korzystać. Zaczynałam pracę – było ciemno, kończyłam – to samo. Teraz, gdy stuknie mi rok na freelansie, wszystko wygląda zupełnie inaczej.

Korzystam z dnia, czasem ze słońca, czasem z deszczu i wiatru. Robię zakupy w pustych marketach, jeżdżę na rynek, chodzę na spacery, czytam książki. Pracuję w blokach. Część rzeczy robię przed południem, część wieczorami. I jest mi z tym niesamowicie dobrze.

Październik był po prostu… dobry. Tak samo dobry jak śniadanie na ciepło, spacery w słoneczne dni i miłość. Dla mnie zdecydowanie październik to miłość.

Co się działo?

Jesień pokochałam między innymi za to, że w końcu zaczyna się coś dziać! Ruszają koncerty, festiwale, seanse w małych kinach, wystawy, spotkania, czyli wszystko, czego mi trzeba do szczęścia!

Etnospiżarnia Ziemi Dobrzyńskiej

Wspaniały etnoprojekt, nad którym pracowałam od kilku dobrych miesięcy. Fotografowałam warsztaty, spotkania pełne ludowej wiedzy. Zbierałyśmy zioła, wykonywałyśmy własne prace kolagraficzne, robiłyśmy naturalne kosmetyki i… poznawałyśmy się. Jeśli brakuje Wam spotkań z nowymi ludźmi, którzy mieliby podobne podejście do życia, jak Wy, znajdźcie stowarzyszenia, których działalność odpowiada Waszym zainteresowaniom. Uczestniczcie w ich projektach, zobaczycie, że warto!

Jestem bardzo szczęśliwa, że dziewczyny z Dziedzictwa Rodzimej Kultury zaproponowały mi współpracę – zyskałam dzięki niej ogromnie dużo! Pierwsza wystawa prac, pierwsza publikacja pełna moich zdjęć i pierwsze, choć dopiero kiełkujące myśli, że folklor to coś, czym zdecydowanie chcę się zajmować!

Także jeśli szukacie fotografki do projektu w podobnych klimacie, piszę się od razu!

Kujawsko – Pomorskie Press Foto

Sama już czasem nie wiem, co cieszy mnie bardziej. Własne sukcesy czy bliskich. W tym miesiącu mój Ł., który nauczył mnie wszystkiego, odebrał swoją pierwszą nagrodę. Pamiętam, gdy wrócił do domu z tym zdjęciem. Niesamowicie mnie poruszyło. Jak widać, nie tylko mnie!

Tofifest

W tym roku szczególnie poruszyły mnie 3 filmy: Wysoka dziewczyna, Obywatel Jones i krótkometrażowa animacja Roadkill. Pierwszy z nich to rosyjski kandydat do Oscara. Leningrad, 1945 rok, dwie przyjaciółki, brutalna, powojenna rzeczywistość i morze emocji, które wydobywa się z każdego kadru, gestu, słowa. Mam wrażenie, że w Polsce ten film poza festiwalami nie jest w ogóle wyświetlany, dlatego jeśli trafi Wam się okazja, by go zobaczyć, koniecznie idźcie do kina!

Drugi to najnowszy film Agnieszki Holland, którego akcja toczy się zaledwie kilka lat wcześniej niż w Wysokiej dziewczynie. Uprzedzam, miło i przyjemnie nie będzie, do kina idziecie na własną odpowiedzialność.

Roadkill, choć trwał dosłownie kilka minut, wbił mnie w fotel! Jak sobie wyobrażacie świat, w którym zamieniamy się rolami ze zwierzętami? Okrutnie. Jeśli macie ochotę zobaczyć fragmenty i kulisy powstawania tej animacji, zajrzyjcie tutaj.

Spotkania z reżyserami

Oprócz seansów, udało mi się dotrzeć na 2 spotkania – z Pawłem Pawlikowskim i Agnieszką Holland (o którym pisałam już co nieco wcześniej). Nie wiem, jak Was, ale mnie zawsze bardzo mocno inspiruje możliwość wysłuchania na żywo ludzi, których twórczość podziwiam. W końcu na Zimnej wojnie byłam w kinie aż 2 razy!

Jak wysłucham kogoś inspirującego, ze świetnym dorobkiem, od razu dostaję ogromnego kopa do działania. Wierzę, że niezależnie od tego, czym się zajmujemy, powinniśmy interesować się też innymi dziedzinami. Ja na samym początku swojej fotograficznej drogi ograniczałam się do śledzenia najlepszych fotografów, jakich znam. A potem się załamywałam, że moje zdjęcia tak nie wyglądają. Dziś zaglądam do nich znacznie rzadziej, częściej za to chodzę do kina, na wystawy. Żyję tym, co się dzieje wokół mnie i z tego czerpię najwięcej.

Sesje zdjęciowe

Zrobiłam trochę pięknych, jesiennych zdjęć. Nie wiem jak Wam, ale mi ta pora roku kojarzy się z bliskością, intymnością, przytulaniem pod kocem i piciem herbaty w hektolitrach. I chyba takie właśnie były w tym miesiącu moje sesje miłosne.

W ogóle udało mi się udokumentować w październiku tyle pięknych miłości, że aż sama jestem pod wrażeniem! Były więzi łączące pary, rodziców z dziećmi i niesamowite, bo aż piętnastoletnie przyjaźnie!

Zdjęcie poniżej pokazuje, że najlepszy aparat to ten, który akurat masz pod ręką. Zrobiłam je moim kochanym najbliższym podczas wyjazdu do domu. Technicznie nie jest idealnie, ale ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną, a to chyba w fotografii, jaką sama uprawiam, najważniejsze!

W październiku powstało też zdjęcie, które zamieściłam jako obrazek wyróżniający wpisu. To pierwsze takie moje i Ł., które nie jest typowym selfie! W końcu zrobiliśmy je dronem 😀 Tak czy siak, to nasze najbardziej romantyczne zdjęcie razem! Nawet nie wiedziałam, że w naszym województwie można się poczuć jak w górach, a jednak! Tak piękne widoki roztaczają się wokół Zamku Golubskiego.

Miejsca

Mówiłam już wiele razy, że jestem wielką fanką lokalnej turystyki. Co jakiś czas ogarniamy sobie z Ł. piknikowe jedzenie w koszyku, coś ciepłego w termosach i jedziemy zwiedzać.

Olenderski Park Etnograficzny

Jak na fankę folkloru przystało, wszystkie muzea tego typu w Toruniu i okolicy muszę mieć obcykane! Teren jest niewielki, stoi na nim zaledwie kilka chat, ale w każdej z nich przywita Was miła przewodniczka, która opowie kilka słów więcej o miejscu, w którym się znajdujecie. A skoro już w temacie etnografii jesteśmy, to wysłałam ostatnio, pierwszy raz w życiu, kilka zdjęć na konkurs o tej tematyce, trzymajcie kciuki!

Jezioro Józefowo

Większość znanych mi jezior, otoczona jest domami, kurortami, pomostami lub chociaż małymi sklepikami, które pamiętają jeszcze komunę. A tam… Nie ma nic z tych rzeczy! Jest jezioro i las. Zrobiłam tam ostatnio deszczowy plener ślubny. Jeśli zatem szukacie ustronnego miejsca nieopodal Torunia, to już wiecie, gdzie je znajdziecie!

PS Las wokół jeziora pełny jest ogromnych paproci!

Książki

Skończyłam też czytać Sońkę Ignacego Karpowicza, po której długo nie mogłam się pozbierać. Nie będzie to dla Was zapewne zaskoczeniem, gdy powiem, że to opowieść o trudnej wojennej rzeczywistości, w której znalazła się młoda kobieta. O Podlasiu i jego historii. O staruszce, o której zapomniał świat. O zdrajczyni, której jedynym przewinieniem było to, że pokochała Niemca. Uprzedzam jednak, że nie jest to tani romans, to obraz bardzo brutalnego świata, w którym nawet nie miłość nie jest czymś dobrym.

Kończę jeszcze równolegle dwie inne pozycje, czyli Wojna nie ma w sobie nic z kobiety Swiatłany Aleksijewicz i Fałszerzy pieprzu Moniki Sznajderman, ale o nich pewnie powiem więcej w listopadzie!

Ostatnio przyjaciółka zapytała mnie, czy kiedyś polecę jej coś, po czym nie będzie musiała się zbierać tygodniami. No cóż, chyba nie. Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie to to, że książki, które Wam tu polecam, są naprawdę bardzo dobre!

Pod wpływem Sońki postanowiłam nawet wrócić do nauki rosyjskiego. Ponoć do trzech razy sztuka!

A jak Wam upływa jesień?

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś :) Na start kilka słów o mnie. Jestem fotografką z dziennikarskim zacięciem, miłośniczką kultury i kotów. Ujmuję w kadrach i słowach świat taki, jaki jest. Mam nadzieję, że się w nim zadomowisz!
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *