Proszę Pani, a ona powiedziała SEKS!

Niby wiemy, że nasze matki nie znalazły nas w kapuście, a jednak słowo seks wciąż budzi wiele kontrowersji wszędzie tam, gdzie tylko się pojawia. A skoro już jesteśmy przy kapuście, to podaję idealny przepis na wybuchowe danie. Składa się zaledwie z trzech składników, a właściwie to z trzech słów, które możesz wymieszać dowolnie, efekt będzie zawsze taki sam.

SEKS, EDUKACJA, DZIECI

I voila, gotowe.  Nie radzę go jednak podawać podczas świąt i innych rodzinnych imprez, jeśli chcecie przeżyć je w spokoju. Zaraz znajdzie się kilku oburzonych tym, że jesteś chory, bo chcesz uczyć kilkuletnie dzieci masturbacji, wyrażania zgody na seks i o zgrozo… orgazmu.

Na co to komu? Oni sami najlepiej wiedzą, co jest najlepsze i nikt tu nie będzie ich dzieci seksualizował. No to ja się pytam, kto tu ma kosmate myśli, skoro edukacja seksualna kojarzy mu się z pedofilią zamiast z bliskością, biologicznymi różnicami między płciami i odróżnianiem dobrego dotyku od złego?

Nowe millenium bez fajerwerków

Moja edukacja rozpoczęła się na początku szalonych lat dwutysięcznych. To miał być wielki przełom w wielu dziedzinach. Jednak jedyne fajerwerki, jakie do tej pory widziałam to te na niebie w noc między 1999 a 2000 rokiem. To co wiem o bliskości, kobiecości i całej seksualności jako takiej zawdzięczam mojej mamie, która w tamtych latach prowadziła chyba osobistą krucjatę przeciwko tematom tabu.

Masz okres? Wstydź się

Tak, miesiączka była wtedy tematem tabu. Podobnie jak owłosienie, wygląd i funkcja narządów płciowych. O seksie i masturbacji już nawet nie wspomnę. A przecież nic, co ludzkie, nie powinno być nam obce. Pamiętam, że był taki przedmiot jak wychowanie do życia w rodzinie. Nie wiem, czy chłopcy w ogóle na niego chodzili, wiem natomiast, że były lekcje dedykowane wyłącznie dziewczynkom. Dlaczego? Żeby się nie wstydziły rozmawiać o miesiączce przy chłopcach. I tak oto, mili Państwo, zaczęłam się wstydzić tego, że jestem kobietą.

Miękka rzecz

W liceum wcale nie było lepiej. Pamiętam jak na lekcji biologii nauczycielka tłumaczyła nam budowę narządów, którą skwitowała następująco: i miękkiej rzeczy, choćbyście nie wiem jak pchali, to do pochwy i tak nie włożycie.  Ufff, a już myślałam, że właśnie do tego moja pochwa służy. W razie gdybym zapomniała torebki… czy coś.

Szkoła czy rodzice?

I jedni, i drudzy. Jeśli chcemy, by pedagodzy byli w tym temacie przygotowani, musimy ich odpowiednio wyszkolić. A oni przekażą tę wiedzę kolejnym pokoleniom rodziców, którzy (mam nadzieję) zostaną nimi wtedy, kiedy będą chcieli. Świadomi siebie, własnego ciała, jego potrzeb. Edukacja seksualna to możliwości korzystania z potwierdzonej badaniami nauki, do której nie każdy z nas dociera. To budowanie przeświadczenia, że nie trzeba wstydzić się tego, kim się jest – chować podpasek na dnie plecaka, garbić, gdy zaczynają rosnąć piersi, zakrywać twarzy włosami, gdy pojawia się na niej młodzieńczy trądzik. To zaspokojenie ciekawości, możliwość zadawania pytań i otrzymywania na nie odpowiedzi. Bez poczucia lęku i karcącego wzroku rodzica, który uważa, że na pewne tematy jeszcze za wcześnie lub (co gorsze), że pewne tematy są zbyt intymne i kłopotliwe, by o nich rozmawiać.

Nowa era – świadomość

Wciąż czekam na te fajerwerki, na zmianę myślenia, na cud.  I mam nadzieję, że doczekam się czasów, w których moje dziecko przyjdzie ze szkoły dumne z tego, że dowiedziało się, że jego potrzeba przytulania się do mnie, a w późniejszym okresie do partnera lub partnerki jest zupełnie naturalna. A ja je utwierdzę w tym przekonaniu i rozwinę temat, zgłębiając tajemnice relacji międzyludzkich. Nie, nie kontaktów seksualnych. Relacji, bo to na nich oparty jest świat. Opowiem o tym, jak po raz pierwszy tuliłam je do piersi. Jak rozpoznawało mój zapach, głos i czuło się bezpieczne. Jak odkrywało siebie i dzięki mnie oraz otoczeniu, w którym spędza ogromną ilość czasu (czyt. w szkole) wiedziało, że to, co czuje, co się z nim dzieje, jest normalne.

Nie bój się, rozmawiaj

A jeśli masz wątpliwości co do wiedzy, którą otrzyma w szkole Twoje dziecko, rozmawiaj z nim. Pytaj, czego się nowego dowiedziało, czy chce Cię o coś zapytać. Bądź blisko, wspieraj, interesuj się. Stwórz mu bezpieczną przestrzeń, w której poczuje się pewnie, jak wtedy, gdy to właśnie Ty brałaś/brałeś je na ręce i cudownie przestawało płakać. Ono nadal Cię potrzebuje. Zmienia się tylko Twoja rola. Nie jesteś już bezpieczną przystanią. Jesteś przewodnikiem.

Wgryź się w temat

Poczytaj, na czym ta edukacja seksualna miałaby polegać, zamiast krzyczeć w internecie, że ktoś użył słowa seks. Postępując tak, tylko utwierdzasz mnie w przekonaniu, że to cholernie ważne i potrzebne, by szerzyć wiedzę. Przypominać, że edukacja seksualna to nie namawianie do inicjacji. To szerzenie świadomości. Coś, czego każdy młody człowiek cholernie potrzebuje.

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś :) Na start kilka słów o mnie. Jestem fotografką z dziennikarskim zacięciem, miłośniczką kultury i kotów. Ujmuję w kadrach i słowach świat taki, jaki jest. Mam nadzieję, że się w nim zadomowisz!
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *